SZKOŁA ARTYKUŁY  WYDARZENIA ZAJĘCIA MULTIMEDIA KONTAKT LINKI         


Wspomnienia "Starego" ucznia.

Kung-fu zacząłem uprawiać w roku 1987, w wieku 13 lat i był to bardziej przypadek niż przemyślana decyzja. Widziałem wcześniej ludzi ćwiczących różne style walki, rozmawiałem z nimi, nie myślałem jednak, że sam mógłbym to robić. Okazało się jednak, że mogę, że nie jest to zarezerwowane wyłącznie dla sprawnych i silnych, lubiących walki i wyzwania. Ja nie byłem silny, nie lubiłem się bić - bałem się tego. Szybko przekonałem się, że Szkoła Kung-Fu, do której trafiłem jest inna od sekcji boksu czy zapasów, gdzie wygrywają i utrzymują się tylko najtwardsi, najlepsi zawodnicy. Zobaczyłem, że tu każdy dostaje swoją szansę i tylko od niego zależy dokąd dojdzie.

Początki były trudne - treningi 3 razy w tygodniu po 1,5 godziny. Maksymalny wysiłek, żelazna dyscyplina, całkowite - wręcz ,,ślepe'' posłuszeństwo i ciągła walka ze swoimi słabościami, ciągłe przełamywanie granic własnej wytrzymałości i zarówno fizycznej, jak i psychicznej.

Po pewnym czasie odkryłem tajemnice - nie jest ważne z czym przychodzisz na treningi - odpadło zbyt wielu sprawniejszych, silniejszych i bardziej rozciągniętych ode mnie - ważne jest ile dajesz z siebie podczas treningu. Nigdy nie zapomnę potwornego wysiłku, a często bólu. Na treningach przelewaliśmy hektolitry potu, łez a czasami nawet krwi - nie jest to przenośnia. Na treningi przychodziło się o własnych siłach, ale często problemem było opuszczenie sali w pozycji pionowej.

Zrozumiałem, co chcę robić w życiu. Patrzyłem na swojego nauczyciela i chciałem być taki jak on, chciałem pomagać ludziom w ich życiu, pomagać im rozwijać się, pokazywać drogę samodoskonalenia. Ale droga ta jest pełna wysiłku i wyrzeczeń. Dziesiątki, a może setki godzin w ,,jeźdźcu'' czy ''łuku i strzale'', miliony ciosów, bloków i kopnięć. Prawie nie było treningu bez doskonalenia form walki z cieniem.

Mnóstwo niezapomnianych chwil i niezatartych przeżyć dostarczał nam Janek Wilk - teraz świetny kolega - wtedy nocny koszmar kojarzący się wszystkim adeptom HU LUNG PAI z katem w swoich czarnych skórzanych rękawiczkach. Był on specjalistą od treningów kondycyjnych. Jego pomysłowość i głos doprowadzały wielu do rozpaczy. Nigdy nie zapomnę widoku młodszych stażem kolegów przychodzących na treningi rozbujanym, pewnym krokiem, a po chwili umykających w popłochu z ,,podkulonymi nogami'' po zorientowaniu się, że na sali panuje ,,JASIU SADYSTA''. Ta wieść zawsze rozchodziła się lotem błyskawicy i budziła w nas refleksje nad sensem życia i niezbędnością naszej obecności na danym treningu. Byli tacy, którzy dochodzili do wniosku, że mają lepsze zajęcie w domu niż udział w kolejnym ''seansie sadomasochistycznym'' - uciekali. Ja nie uciekałem nigdy.

Dziś wiem, że to również był sprawdzian charakteru. Treningów z Jasiem nie sposób było wytrzymać dlatego, że męczył nas tak długo, aż padli wszyscy. Nie chodziło mu tak naprawdę o nasze wątłe ciała. Chciał, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, że zawsze jesteśmy w stanie wyżymać więcej niż nam się wydaje, że zawsze trzeba walczyć do końca. Pewien mądry pan powiedział kiedyś, że ma cztery główne zasady umożliwiające osiągnięcie sukcesu. Są to:
            I. NIGDY
           II. NIGDY
          III. NIGDY
          IV. NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ!!!
      A potem został prezydentem USA.

Treningi kung-fu uczyły nas tego samego. Zdawaliśmy sobie sprawę, że największym naszym wrogiem jesteśmy my sami - nasze lenistwo, brak wiary we własne siły. Wielu z nas uwierzyło, że może osiągnąć bardzo wiele, jeżeli wytrzymali coś tak ekstremalnie ciężkiego i wyczerpującego jak treningi w Słupskiej Szkole Hu Lung Pai Kung-Fu.

Mój instruktor nauczył mnie tego, że sam kieruję swoim życiem i tak naprawdę to ode mnie w dużej mierze zależy to, co mnie spotyka i jak daleko dojdę na ścieżce swojego rozwoju.

Ja obrałem w swoim życiu drogę kung-fu. Wiem, że dzięki kung-fu ukończyłem szkołę średnią, a potem studia, osiągam sukcesy w życiu rodzinnym i zawodowym, no i jestem instruktorem kung-fu. Prowadzę swoją Szkołę i nauczam swoich uczniów tak, jak mnie nauczano. Staram się pomagać ludziom i przekazywać im dziedzictwo, do którego otrzymałem dostęp. Staram się im dawać siłę do walki z życiem. Mam nadzieję, że choć trochę mi się to udaje.

Marzenia się spełniają - dzięki KUNG-FU

instr. Antoni Piwowarczyk


   SZKOŁA ARTYKUŁY  WYDARZENIA ZAJĘCIA MULTIMEDIA KONTAKT LINKI         

© 2004-2005 Copyright Szczecińskie Stowarzyszenie Kung-Fu Pięciu Zwierząt. All Rights Reserved.
webmaster